|
Blog > Komentarze do wpisu
Karan Arjun (1995), reż. Rakesh Roshan
![]()
Muszę przyznać, że to był najbardziej zeschizowany bollywoodzki seans, jakiego doświadczyłem do tej pory. Nie myślałem, że może mnie tu jeszcze coś aż tak zaskoczyć. A jednak... Ten film wprowadził zamęt i to niemały... Historia o zemście dwóch braci za śmierć ojca i hańbę matki. Historia, w której główni bohaterowie giną na samym początku filmu, by potem na nowo się odrodzić. Pierwszy film bollywoodzki, w którym miałem do czynienia ze zjawiskiem reinkarnacji, pierwszy, w którym widziałem jak ofiary zabijają swoich morderców. Nie będę wam za wiele zdradzał, żeby nie psuć efektu. A ten film poraża z siłą równą "Baazigarowi". Świetne role Shahrukh Khana i Salmana Khana (jego miałem okazję po raz pierwszy oglądać w dłuższej odsłonie), przezabawny jak zwykle Johnny Lever i czarująca jak zwykle Kajol. Mnóstwo psychodelicznych wstawek, niesamowita ścieżka dźwiękowa (trzaski i piski, odgłosy uderzeń - podobne jak w "Baazigarze"). Film jest mocny, mnóstwo w nim krwi i przemocy, ale pokazanej w ten "uroczy" bollywoodzki sposób. Oglądając ten film zadawałem sobie po raz kolejny to pytanie: jak to jest, że ci źli, choć uzbrojeni po zęby, nigdy nie mogą wcelować strzelając z pistoletów, a ci dobrzy zawsze trafiają niezależnie czy to pistolet, kamień czy inny przedmiot mogący wyrządzić przeciwnikowi krzywdę? Hehe... Na tym chyba polega urok takich filmów. Gorąco polecam seans "Karan Arjun" !!! Aha... zapomniałbym... Ze smaczków to można w tym filmie zobaczyć jak Shahrukh Khan całuje się z Kajol (trwa to chwilkę, ale jest) i jak oboje "figlują" w sianie... Galeria tym razem skromna, bo niewiele tego mogłem znaleźć... ![]() ![]() ![]() poniedziałek, 17 października 2005, n0kt0w1z0r
|