Kabhi Alvida Naa Kehna (2006), reż. Karan Johar
Ufff.... Obejrzałem.
To historia o dwóch małżeństwach i romansie, który je rozbija. Romansie pomiędzy zamężną kobietą (Rani) i żonatym mężczyzną (SRK).
Zaczne może od takiej uwagi - ilością patosu zawartego w tym filmie możnaby obdzielić kilkadziesiąt produkcji... Jest on pod tym względem totalnie przegięty, realizatorzy zdecydowanie przesadzili z ilością podniosłych i "wzruszających" momentów.
Ale od początku.
Na samym początku raził mnie quasi komizm w filmie. I nie mam tu na myśli postaci Sexy Sama. Bo ta akurat była świetna i Big B sprawdził się w tej roli znakomicie - podstarzały playboy, który w rzeczywistości jest samotny i brakuje mu zmarłej żony. Mam na myśli sceny takie jak "niby" porwanie na dworcu albo przyjazd SRK do szpitala (to było na poziomie głupkowatego serialu "Daleko od noszy"). Odniosłem wrażenie, że w pierwszej części realizatorom ciężko było się zdecydować - czy robimy komedię czy poważny film... Efekt tego niezdecydowania nie jest najlepszy.
Co do SRK. Muszę przyznać, że mnie zaskoczył. I to parę razy na plus. Potrafił być wiarygodny jako zgorzkniały sportowiec, któremu kontuzja przerwała karierę. Wkurzał mnie jako ojciec-terrorysta. Ale grał nierówno. Czasami wracał do swojego zestawu minek, gestów, które zdecydowanie do tego filmu nie pasowały.
Rani. Przez całe 3 godziny Rani wygląda jak zbity pies, wciąż cierpi i jest jej źle... A w drugiej części praktycznie non-stop płacze. Owszem - zdarzają się jej "radośniejsze" momenty - chwile uniesień z Dev'em. Ale jest tego tak niewiele... Jej martyrologia przesłania to wszystko. I jest zdecydowanie przegięta.
Abhishek. Zagrał prawdziwie. Jego postać jest wyrazista. Taki człowiek z krwi i kości - bohater, w którego można się wczuć i zrozumieć. Z całego zestawu gwiazd, który pojawił się w KANK to właśnie Abhi pokazał największą klasę i umiejętności. To jego postać była najbardziej wiarygodna. Świetny był Big B, Preity była troszkę w cieniu reszty - ale nie ma sie do czego przyczepic, SRK grał nierówno, ale miał dobre momenty, a Rani... cóż... jej postać była ewidentnie przegięta i przerysowana...
Ogólnie - dobrze, że obejrzałem ten film. Nie żałuję. Ale nie zmienia to mojego zdania o Karanie - wybitnym reżyserem to on nie jest. To nie jest dojrzały film. Bo o ile miał ambicję zrobić coś co dotyczy ważnych spraw w życiu, o ile chciał zająć się trudnymi sprawami, o tyle realizując to w sposób taki jak w KANK zrobił film, który momentami męczy swoim ciężarem i z trudem się go ogląda. Bollywood jest cukierkowy i kiczowaty, ma w sobie patos... Oczywiście. Ale Karan zdecydowanie przegiął. Może jest racja w tynm, że bardzo chciał dorównać klasykom... I ostro przedobrzył.
Muzyka taka sobie, zdecydowanie nie należy do moich ulubionych. Z teledyskami jakoś się jeszcze broni, ale generalnie to jest bardzo taka sobie.
Na koniec parę zdjęć...
Sexy Sam czyli bezbłędny Amitabh Bachchan!

Zgorzkniały piłkarzyna Dev

Cierpiąca za miliony... Maya

Rhea i Rishi... czyli zdradzeni małżonkowie
