|
Blog > Komentarze do wpisu
Guru (2006), reż. Mani Ratnam
![]() Dla mnie jest to po prostu bardzo dobry indyjski film. Mani Ratnam po raz kolejny pokazał, że jest jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym indyjskim reżyserem. Kręcąc "Guru" nie odkrył Ameryki. Zrobił bardzo klasyczny film. Potrafił jednak doskonale wykorzystać wszystkie dostępne mu "narzędzia", żeby zrobić dzieło, które spokojnie można nazwać wybitnym. Ratnam ma niesamowity dar opowiadania historii, które wciągają i angażują widza. Ja planowałem obejrzeć "Guru" na raty. W przerwie (czyli kiedy pojawi się napis INTERMISSION) planowałem skoczyć do sklepu i kupić sobie coś na obiad. Nie udało się. Film wygrał z głodem. Wolałem zobaczyć jak to wszystko się potoczy niż wrzucić coś do żołądka. Tytuł "Guru" bynajmniej nie odnosi się do kogoś kto jest czyimś guru. To imię głównego bohatera granego przez Abhisheka Bachchana. Chociaż, jakby się bardzo uprzeć, można doszukiwać się w tym tytule drugiego dna - w końcu Guru staje się kimś kto ma znaczenie dla tysięcy osób, kto jest wzorem, przykładem dla wielu ludzi. Guru jest chłopakiem ze wsi, który wyjeżdża zagranicę, żeby zawojować świat. Jest marzycielem. Chce zdobywać kolejne szczyty, chce być wielki. Ma wizje, wspaniałe plany. Ma też dużo szczęścia. Udaje mu się. Staje się potężnym przedsiębiorcą, tworzy firmę, która zaczyna dość ostro "mieszać" na rynku. Nie wszystkim to się podoba. Nie wszyscy potrafią zaakceptować fakt, że prosty chłopak ze wsi nagle wkracza na salony wielkiego biznesu. Sam Guru też nie zawsze gra fair, choć stara się, żeby do pewnych zagrań nie dopuszczać. Często niestety jest jednak zmuszany do pewnych posunięć - łapówek, szantaży etc. Tak wygląda życie w Indiach. Chce być potężny. Marzy o tym, żeby zostać największym biznesmenem w swoim kraju. Przeszkadzają mu w tym urzędnicy państwowi i dziennikarz z jednej gazet, który wciąż drąży i tropi wszelakie nieprawidłowości związane z funkcjonowaniem firmy należącej do Guru. Tak w skrócie można opisać opowiedzianą historię w filmie. Scenariusz jest tak dobrze skonstruowany, że mało co da się przewidzieć, niewiele jest tu oczywistości. Ale przede wszystkim siłą tej historii jest to, o czym wspomniałem wcześniej, że niesamowicie angażuje widza. Ja przyznaję, że w napięciu obserwowałem losy Guru, jego firmy, jego rodziny. Do końca nie wiedziałem jaki będzie finał tego wszystkiego. Teraz może parę słów o aktorstwie. Abhishek Bachchan. Od niego trzeba zacząć. Że jest dobrym aktorem to już wiedziałem - pokazał to przede wszystkim w "Yuvie", "Sarkarze", "KANK" (był jednym z najmocniejszych punktów tego obrazu) i "Bluffmasterze". Teraz jednak przypieczętował fakt, że nie jest tylko synkiem sławnego tatusia, ale także świetnym i bardzo dojrzałym aktorem. Bez gwiazdorstwa i szpanerstwa. W tym filmie nie było Abhisheka Bachchana. Był Guru. Myślę, że to rola, o której marzy wielu aktorów. Bardzo wymagająca i w sumie dość trudna. Abhishek miał okazję zaprezentować całą gamę swoich umiejętności. To było wyzwanie i on temu podołał. Aishwarya Rai. Po raz pierwszy mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że zagrała bardzo dobrze. Grała tu żonę Guru. Dała jej dużo ciepła, naturalności, a także dramatyzmu. Widać, że potrzeba dobrego reżysera, który potrafi poprowadzić aktora, bo Aishwarya umie, wbrew obiegowym opiniom, grać! Mam nadzieję, że to jakiś przełom w jej karierze i nieco spokojniej myślę o filmie "Sarkar 2" Rama Gopala Varmy, gdzie ma się pojawić obok Abhisheka. Bardzo dobrze zaprezentowała się także Vidya Balan, która zagrała chorą dziewczynę, żonę dziennikarza, który "gnębił" Guru. Mała rola, ale zagrana z dużą ilością wdzięku, przejmująca, naturalna, szczera. Co do wspomnianego męża - zagrał go Madhavan. Może gdyby reżyser zdecydował się na rozwinięcie jego wątku to mógłbym napisać coś więcej niż tylko, że zagrał dobrze i poprawnie. Na koniec, z postaci, które warto wyróźnić, zostaje jeszcze Mithun Chakraborty grający właściciela gazety, która na samym początku pomaga Guru, a potem z nim walczy. To dość ciekawa postać, może szkoda troszkę, że jej tak mało w tym filmie. Pomiędzy nim a Guru tworzy się dość ciekawa relacja - z początku ojcowsko-synowska, którą potem zakłóca wojna pomiędzy firmą a gazetą. Muzyka. Nie po raz pierwszy A.R. Rahman współpracuje z Mani Ratnamem. To kolejny film razem. I kolejne potwierdzenie na to że Ratnam + Rahman = Magia. Wspaniałe piosenki, wspaniała ścieżka dźwiękowa. W połączeniu z obrazem tworzy niepowtarzalny klimat. Jak dla mnie to jedno z najlepszych dzieł Rahmana, znałem je już dużo wcześniej niż film (soundtrack do "Guru" kupiliśmy sobie w zeszłym roku w Indiach), z obrazem zyskuje bardzo. Na koniec zdjęcia. A o nich też warto. Przywodzą mi one na myśl angielskie filmy historyczne opowiadające o czasach przełomu XIX i XX w. i o wczesnych latach minionego stulecia. Tu są doskonałym uzupełnieniem całości tworząc niepowtarzalny klimat. sobota, 05 maja 2007, n0kt0w1z0r
|