|
Blog > Komentarze do wpisu
Muthu (1995), reż. K.S. Ravikumar
![]() "Muthu" był wielkim hitem w Indiach, ale zrobił też karierę międzynarodową. Był pokazywany w Japonii, gdzie przyjęty został bardzo gorąco. Nigdy żaden indyjski film nie miał tak wysokich obrotów w Japonii. Rajnikanth jest tam większą gwiazdą niż Shah Rukh Khan. "Muthu" to oczywiście imię głównego bohatera. Jest on lojalnym sługą swojego pana - miejscowego właściciela ziemskiego. Jego pan - Raja - jest miłośnikiem teatru. Zakochuje się w pięknej aktorce z wędrownej trupy, która akurat odwiedza ich miejscowość. Rozwój wypadków sprawia jednak, że piękna Ranganayaki swoje serce chce oddać Muthu, a nie jego panu.Zakochuje się zresztą ze wzajemnością. To dopiero początek dramatu... W tle rozgrywa się walka o władzę nad ziemią, w której bierze udział zły wuj... W mieście pojawia się siwy mężczyzna, którego mieszkańcy traktują jak boga. Rozwiązaniem zagadek i rozgrywającego się dramatu jest tajemnicza przeszłość Muthu, która prawie wszystkich zaskoczy... Muszę przyznać, że do tej pory Rajnikanth kojarzył mi się z dość porażającymi kreacjami. Charyzmatyczna postać, ale grająca postacie raczej komediowe, kuriozalne... Tu z początku wydaje się, że będzie podobnie, ale w miarę rozwoju akcji nieco się to wszystko zmienia. Rajni pokazuje się od zupełnie innej strony. Jest romantyczny, jest dramatyczny. Nie tylko komiczny. I występuje w tym filmie w podwójnej roli! Ale żeby nie zdradzać szczegółów historii to nie powiem w kogo, oprócz Muthu, się wciela. Cała historia jest dość ciekawa. Zakończenie samo w sobie może nie zaskakuje, ale rozwój akcji w trakcie filmu jest często nieprzewidywalny i zaskakujący. Pojawiają się elementy komediowe i pojawia się znienawidzony przez wiele osób "pan pielucha" czyli Vadivelu. I szczerze powiem, że mnie tym razem nie irytuje. Jego postać całkiem nieźle odnajduje się w tej historii. Dużo tu ładnych plenerów - większość akcji filmu dzieje się w Kerali. Bardzo ładne piosenki - to jest pierwszy film Rajnikanth'a, do którego muzykę napisał A.R.Rahman... I trzeba przyznać, że się udało. Ciekawe połączenia tradycyjnych rytmów z nowinkami technicznymi (oczywiście jak na tamte czasy) dają niezłe efekty. Same klipy bardzo kolorowe a w nich podgrygujący Rajni - tancerzem to on świetnym może nie jest, ale nadrabia niesamowitą charyzmą. Nie brakuje oczywiście bijatyk. Tu twórcy filmu nie byli oryginalni - samotny bohater jest w stanie pokonać zgraję zbirów. Ale tych bójek jest tyle, że nie męczą. Tak akurat. Udało się zachować równowagę - gdyby było ich więcej film mógłby nieco stracić na powadze i stać się kolejną "tamilską napipeprzanką". Bardzo mi się ten film podobał. Gorąco polecam. To, jak na razie, najlepsza rzecz Rajni'ego jaką widziałem! niedziela, 13 maja 2007, n0kt0w1z0r
|