Locations of visitors to this page dodajdo.com dodajdo.com

Add to Technorati Favorites

site statistics

Blogowisko.org
Add to Netvibes

Blog > Komentarze do wpisu
Ghilli [aka Gilli, Gillie] (2004), reż. Dharani

Ghilli DVD

Wreszcie obejrzałem cały (!) film z Vijayem. Poprzednio próbowałem swoich sił z "Sachin", ale nie wyszło. Obejrzeliśmy połowę i wyłączyliśmy. Nie wiem, może kiedyś do tego wrócę.

Velu (Vijay) to chłopak, który zamiast uczyć się woli oddawać się swojej pasji - grze w kabbadi (to popularna gra w południowej Azji, szczególnie w Indiach. Nie będę zgłębiał tu jej meandrów. Jakby ktoś był zainteresowany to o grze można sobie poczytać tutaj albo tutaj. Może jak się wgłębię bardziej to poświęcę tej grze oddzielny wpis). Wyjeżdża ze swoją drużyną na mecz do Madurai'u. Tam całkowicie przez przypadek jest świadkiem sytuacji kiedy Muthu Pandi (Prakash Raj) próbuje siłą zaciągnąć do samochodu Dhanlakshmi (Trisha Krishnan). Postanawia pomóc dziewczynie - nie wie w co się pakuje. Zadziera w ten sposób z najgroźniejszym człowiekiem w mieście, który jest synem wpływowego polityka. Muthu nie boi się niczego i nikogo - zabił braci Dhanlakshmi, a skorumpowana policja w raporcie napisała, że były to samobójstwa. Muthu ma jednak jedną słabość - jest zakochany w Dhanlakshmi. Ze zrozumiałych względów dziewczyna nie chce wyjść za mąż za niego, ale boi się konsekwencji, które mogą w związku z tym spotkać (jeszcze żyjących) rodziców. Velu nic o tym wszystkim nie wie. Porywa dziewczynę. Rozpoczyna się wielka ucieczka przed setkami osiłków dzierżących maczety...

Historia przedstawiona w "Ghilli" dalej rozwija się oczywiście dość schematycznie. Ale to nie szkodzi. Film został zrealizowany z taką werwą, że ogląda się go z dużą przyjemnością. Jest coś w tym, że bardzo lubię motyw często przewijający się w takich produkcjach - samotny bohater i cała masa bezmózgich osiłków, którzy dostają tęgi łomot. Latające maczety, latające ciała, dużo wybuchów, trzasków i "łupnięć". Specyficzna rozrywka, ale jak ktoś lubi to nie będzie się nudził. Zresztą Vijaya w takim wydaniu oglądałem po raz pierwszy więc można mówić o "efekcie świerzości". To fajny aktor, który dobrze się sprawdza w sekwencjach komediowych (jest ich tu trochę i co rzadkie - są śmieszne i nie irytują), ale też w sekwencjach bójek, pościgów etc. Prakash Raj jest jak zwykle w formie, ale wart zobaczenia przede wszystkim dla sposobu w jaki okazuje swoje uczucia ukochanej - jego "I love you" to mistrzostwo świata! Dodatkowym atutem tego filmu jest fakt, że akcja dzieje się w Madurai'u i Chennai'u - byłem w obu miastach i fajnie było sobie popatrzeć na znajome miejsca.

"Ghilli" to także bardzo dobra muzyka. Szczególnie tytułowy utwór i "Arjunar Villu" - szybkie, rytmiczne kawałki z "czadową gitarą". W połączeniu z dynamicznym obrazem daje naprawdę super wrażenie. To mi się właśnie podoba u południowców jeśli chodzi o muzykę. Nie robią dyskotekowej łupanki, którą kocha Bollywood ostatnio, ale albo utwory nawiązujące w jakiś sposób do muzyki tradycyjnej (mam na myśli głównie użycie instrumentów) albo łączą to dodatkowo z rockowym wykopem (np. w muzyce z "Sachin").

"Ghilli" to remake filmu telugu "Okkadu" z Maheshem Babu. Wiele osób mówi, że Tollywood górą. Ale są to osoby, któe najpierw widziały "Okkadu". Ja na razie nie wiem co lepsze. Do obejrzenia pierwowzoru muszę jeszcze troszkę poczekać - kollywoodzki remake jest na razie zbyt świeży. Znam tylko muzykę z wersji telugu - nie wiem jak sprawdza się z obrazem, bo generalnie to jest dużo słabsza.

Ghilli1
Ghilli2
Ghilli3
ghilli4
ghilli5
ghilli6
ghilli6
ghili7

KLIPY

Ghilli

 

 

Arjunar Villu

 

 

Shalala

 

 

Apadi Podu

 

 

 

środa, 13 czerwca 2007, n0kt0w1z0r