|
Blog > Komentarze do wpisu
Vallarasu (2000), reż. N.Maharajan
Dość długo przyszło mi czekać na jakikolwiek film z Vijyakanthem w roli głównej. Mój apetyt rozbudzały rozliczne filmiki znalezione na youtube, ale ze zdobyciem czegokolwiek na DVD nie było łatwo. Trwało to wszystko kilka miesięcy. Ogarnęła mnie już fala zwątpienia. Może rzeczywiście na DVD, z napisami, nic z Vijayakanthem nie ma? Zbawienie przyszło z Indii. Koleżanka wróciła po długim pobycie między innymi w Tamil Nadu. I... Przywiozła 2 płyty DVD z Vijayakanthem! Dwa filmy z nowym bogiem! Czy warto było czekać? O tym zaraz... Na pierwszy ogień poszedł Vallarasu... Vallarasu (Vijayakanth) jest oficerem policji. Bierze udział w brawurowej akcji, dzięki której udaje się schwytać jednego z najgroźniejszych terrorystów na świecie - Wasim Khana. Wiec ![]() Film ![]() ![]() ![]() Powiem tak... Historia jest całkiem fajna i generalnie ma ręce i nogi. Ale sposób w jaki zostało wiele spraw rozwiązanych, poprowadzona akcja powoduje, że "Vallarasu" jest jednym z najbardziej absurdalnych filmów jakie widziałem. Co bynajmniej nie przeszkadza w jego oglądaniu, a wręcz przeciwnie - bardzo pomaga! Vijayakanth miażdży widza od samego początku - jego niebanalna aparycja, spojrzenia, ciuszki, sposób w jaki tańczy i się bije - wszystko to jest oryginalnie kuriozalne. Trzeba przyznać, że jestem porażony nowym odkryciem w kinie tamilskim. Vijayakanth bez wątpienia dołącza do moich idoli. Naprawdę warto było czekać tak długo! Każdej istotnej akcji z udziałem Viajayakantha towarzyszy odpowiedni podkład dźwiękowy. Jeśli kojarzycie ten, który pojawia się w filmach z Rajnikanthem to są do siebie podobne. Na zakończenie Vijayakanth odwraca się, zakłada ciemne okularki i tryumfalnie odchodzi... Po prostu czysta moc! ![]() niedziela, 30 września 2007, n0kt0w1z0r
|